agusia1lucky1 blog

Twój nowy blog

(Jak widzicie postanowiłam nadawać rozdziałom tytuły. Chba dobry pomysł, nie?)
… Natępnego dnia rano, w szkole pojawiłam się wcześniej, niż zwykle. Chciałam się troszkę pouczyć na klasówkę z geografii, tym bardziej, że w domu nie miałam czasu. Niestety, dzwonek zadzwonił szbyko i musiałam iść na lekcje. Tylko, że Kaśka ciągle nie pojawiała się w szkole. Pierwszą lekcję przesiedziałam jak na szpilkach. Zaczynałam się obawiać, że może jednak ciut za ostro potraktowałam ją poprzedniego dnia. Kiedy zadzwonił dzwonek na przerwę, zaczęłam się szczerze zastanawiać, czy nie powinnam przypadkiem się zerwać z lekcji i iść do niej, sprawdzić co się dzieje. I wtedy pojawiła się ona: wysoka brunetka, w krótkiej jeansowej spódniczce i sexownej białej bluzeczce…
- Kaśka?!!
- No, a co? Nie poznajesz mnie?
Zlookałam koleżankę od stóp po sam czubek głowy.
- Yyy.. Tak jak by nie…
- Wiesz, pomyślałam sobie, że nie powinnam z siebie robić ofiary losu. Muszę żyć dalej i nie patrzeć się w tył. A uświadomiłam to sobie dzięki Tobie! A pozatym jak niby mam się spodobać Markowi, chdząc z pociętymi rękami i w obwisłym swetrze?
- Markowi? Jakiemu Markowi? Czemu ja jeszcze nic o tym nie wiem?
Rozmowę przerwał nam dzwonek na lekcje. Pregadałyśmy całe 45 minut, „zarabiając” przy okazji po uwadze do dziennika, ale przynajmniej dowiedziałam się kim jest Marek. Okazało się, że go nawet dobrze znam i jes bardzo dobrym kumplem chłopaka, który od dawna mi się podoba. Zbieg okoliczność? Może…
I w ten oto sposób dochodzimy do momentu, kiedy miała się odbyć nasza piersza podwójna randka. A umówiłyśmy się na nią zupełnie banalnie. Po prostu „przez przypadej” wpadłyśmy na chłopców na przerwie i rozsypałyśmy nasze książki po całej podłodze. A oni z uśmiechm na ustach spytali, czy mogą się nam jakoś za to odwdzięczyć.
No i wylądowaliśmy w parku miejskim. Kiedy przyszłyśmy, chłopcy już na nas czekali. Dostałyśmy od nich piękne kwiaty, więc randka już od samego początku zapowiadała się znakomicie. Adam, chłopak w którmym się bujałam okazał się niesamowity nie tylko z wyglądu. Chciałam Go mieć tylko dal siebie, ale towarzystwo Marka jakoś mnie rozpraszało. Miałam wrażenie, że Kaśce też przeszkada Adam. Więc postanowiliśmy się podzielić. Ja z Adamem poszliśmy do kina, a Kasia z Markiem wybrali się na spacer po mieście. Nie żałowałam decyzji… Przkonałam się, że Adam świetnie żąłuje, a Kaśka…? Chyba nie chcecie znać aż takich szczegółów…
W każdym razie było niesamowicie. A nasze życie płynęło szczęśliwie aż do końca roku szkolnego, czyli około dóch tygodni…
(Błagam, komentujcie mi te rozdziały, jeśli je czytacie, bo chcę wiedzieć, czy wam się podobają. A poza tym chcę wam powiedzieć, zę mam pustą księgę gości. Zróbcie coś z tym!)

Rozdział 3

1 komentarz

…Kaśka stała się bardzo dziwna po śmierci jej ojca. Czasem traktowała mnie jak najlepszą przyjaciółkę, a czasem zupełnie się odemnie odsuwała i traktowała z dystansem. Więc cały czas starałam się jej udowodnić, że jestem godna jej przyjaźni. Wszędzie chodziłyśmy razem: do kina, na pizzę, na podryw i do galerii handlowych. Pewnego dnia, gdy byłayśma razem na zakupach zobaczyłam na jej nadgarstu bliznę. Zapytałam Kaśję, skąd ona się tam wzięła.
-Aaa.. to? Skaleczyłam się nożem kiedy kroiłam chleb – odparła zdejmując jakąś bluzkę z wieszka.
„No, oczywiście” – pomyślałam „i krojąc chleb podcinałaś sobie żyły?!”
Prze cały dzień zerkałam na jej ręce. Miałam nadzieję, że ta blizna to było tylko przywidzenie, ale niestety, ona wciąż tam była.
Następnego dnia umówiłam się z nią na pizzę. Chciałam wyjaśnić parę spraw, a pyszne jedzonko mogłoby nam to ułatwić.
Kaśka trochę się spóźniła. Usiadłyśmy i powoli chrupałyśmy pyszną pizzę. W pewnym momencie postanowiłam, że powinnam zacząć rozmowę o tej bliźnie.
- Kasia… Wiesz, boję się o Ciebie…
- O co Ci chodzi?
- Dobrze wiesz. O tą bliznę.
- O bliznę? To nic takiego. Po prostu kiedy kroiłam chleb…
- Proszę Cię, nie kłam. Mnie możesz powiedzieć prawdę.
- Dobra, cięłam się, i co z tego? Przcież nic mi się nie stanie.
„Nic mi się nie stanie” – jasne! Naprawdę się wkurzyłam. Może z pierwszym i drugim razem nic jej się nie stanie, ale po kilkunastu takich akcjach mogłam stracić przyjaciółkę.
- Nic?! Nic?! Niech Ci będzie, ale wiedz, że bez względu na to, co Cię spotkało, nie warto jest kończyć z życiem! A ja nie chcę Cię stracić, jesteś moją najlepszą przyjaciółką! Więc jeśli masz ochotę mówić takie debilizmy i robić takie głupie rzeczy, to lepiej się zamknij i nic nie rób! Bo możesz zrobić krzywdę nie tyko sobie, ale komuś innemu też!
- Nie będę czegoś takiego słuchać!
Kaśka wstała od stołu i wyszła z pizzerii. Wiem, byłam dla niej bardzo ostra, ale znałam ją już parę miesięcy i wiedziałam, że to jedyna metoda, jaka mogłaby na nią zadziałać…

…Zapukałam do drzwi Kaśki. Przez dłuższą chwilę nikt nie otwierał i zaczęłam się jeszcze bardziej niepokoić. Ale wreszcie, po dość długim czekaniu mogłam wejść do środka. Otwarła mi Kaśka.
- Co ty tu robisz? Nie powinnaś tutaj teraz być…
- A właśnie, że powinnam. Wiem dobrze, co się wczoraj stało i chcę Ci jakoś pomóc.
- A więc już wiesz? Skąd, przecież nikomu nic nie mówiłam. A kto by się domyślił w tak krótkim czasie?
- Krótkim?! Przyznaj się, od kiedy on cię bije?
W tym momencie zobaczyłam coś, co mnie bardzo zdziwiło. Twarz Kaśki ukazywała niesamowitą gorycz, nienawiść i smutek równocześnie. Czułam się tak, jak by chciała mnie zabić wzrokiem. Zrozumiałam, że chlapnęłam głupstwo.
- On by nie nigdy nie uderzył! Jak wogóle mogłaś o tym pomyśleć?! Ja go kocham, on mnie też, jesteśmy idealną rodziną!
- Ale te krzyki, słyszałam je wczoraj, kiedy od Ciebie wracałam i…
- I co?! Myślisz, że jak człowiek krzyczy, to od razu musi być bity? Mylisz się! I wiedz, że wypadek też może doprowadzić ludzi do krzyku i płaczu!
Do oczu powoli napływały mi łzy, bo zorientowałm się, że coś stało się Kaśki ojcu, a ja mówiłam o nim takie straszne rzeczy. Na chwilę zamilkłam, ona też nic nie mówiła.
- Kasiu, przepraszam.. Ja nie wiedziałam, i chciałam tylko pomóc…
- Wiesz, chyba masz rację. Też bym to tak odebrała. Te krzyki i mój płacz…
- A powiesz mi, co się wtedy stało?
- To trochę dziwna sprawa. Ten krzyk, to… Mój tata… on po prostu spadł z krzesła, gdy mył okna, uderzył głową o szafkę i spanikowłam. Teraz leży w szptalu, ma bardzo silny wstrąs mógzu..
- O Boże, przeprasza, ja nie chciałam tak o nim mówić. Pomyślałam, że.. sama wiesz co.
- Nic się nie stało. Strasznie się o nigo boję, mam nadzieję, że niedługo wyjdzie ze szpitala…

Trzy dni później dowiedziałam się od kodoś, że ojciec Kaśki nie żyje. Zmarła w wyniku jakiś powikłań, czy czegoś podobnego.
I właściwie dopiero to zaczyna się historia i mnie i o Kaśce, mojej przyszłej najlepszej przyjaciółce…

(Kurde, komentujecie mi te rozdziały! A może wy ich wogóle nie czytacie? Nie zdziwiła bym się…)

Rozdział 1

2 komentarzy

„Kaśka była zwykłą nastolatką. Była taka jak inni. Roześmiana, miła, przyjacielska.” – tak myślał o niej prawie każdy, kto ją znał, zresztą słusznie. Miała tylko jedną wadę – bardzo wolno przystosowywała się do nowego otoczenia. I jak to zwykle bywa w życiu nastolatek coś musi się nie udać, zepsuć i na stałe zmienić bieg ich życia. W tym wypadku Kaśka też nie była wyjątkiem. Razem z rodzicami i bratem przeprowadziła się do mojego miasta pół roku temu.
Pamiętam, gdy pierwszy raz zobaczyłam ją u siebie w szkole wydała mi się taka zagubiona, przestraszona. Po chwili zorientowałam się, że będzie chodziła do naszej klasy. Chyba się wtedy ucieszyłam. Sama miałam niewielką grupkę przyjaciół i możliwość jej powiększenia wydała mi się bardzo ciekawym doświadczeniem. Ale wtedy jeszcze nie wiedziałam, co będę musiała przejść razem z tą „nową”…
Wszystko zaczęło się z pozoru ciekawie. Na jednej z przerw razem z Patrycją, moją koleżanką podeszłam do Kaśki, trochę pogadałyśmy, ja nawet zaproponowałam, żeby usiadła gdzieś niedaleko nas, żeby czuła się raźniej. Niestety kochani chłopcy z mojej kalsy od razu się na nią uwzięli i wchodząc do sali zostawili tylko jedno wolne miejsce w ławce. Na samym końcu, gdzie zawsze siedziałay tak zwane „wyżutki”. Zrobiła mi się jej żal, ale co miałam zrobić?
Po trzech, czy czterech godzinach lekcyjnych Kaśka zniknęła. Okazało się, że jest u pielęgniarki. Miała silne zawroty głowy i było jej bardzo niedobrze. Zaoferowałam, że odprowadzę ją do domu i ku mojemu zdziwieniu zgodziła się. Przy zwalnianiu się u wychowawczyni też nie było problemów.
Pierwszą połowę drogi przmilczałyśmy. Kaśka była cała zielona na twarzy i widać było, że nie ma siły nawet na rozmowę. Ale w końcu, gdy miałyśmy za sobą dobr pół godziny marszu usłyszałam jej ciche:
- Nie lubię nowego otoczenia… Tylko się nie śmiej…
Spojrzałam na nią. Dokładnie było widać, co czuje w tym momencie.
- To dlatego się źle poczułaś?
Nie otrzymałam odpowiedzi na moje pytanie, może dlatego, że ją znałam.
Powoli dochodziłyśmy już do miejsca, gdzie Kasia mieszkała od kilku dni.
- Mieszkam w tym szaro-brązowym bloku. Niestety nie zaproszę Cię, bo mam jeszcze ztraszny bałagan po przeprowadzce, ale może kiedyś to nadrobimy? -na jej twarzy po raz pierwszy od kilku godzn zagościł uśmiech.
- Jasne, czemu nie? Zazwyczaj nudzę się popołudniami więc będę mogła przyjść.
Kaśka właśnie naciskała jeden z wielu zielonych guzików przy domofonie.
- Fajnie, ale teraz musiasz już iść… Pa!
Trochę mnie zdziwiło zachowanie Kaśki. Przed chwilą mnie niemalże zapraszała do siebie, a teraz mnie wygania. To było dziwne, więc postanowiłam schować się za rogiem bloku i chwilkę poczekać, ponasłuchiwać. Miałam dużo wolnego czasu, bo i tak już nie musiałam wracać do szkoły. Kiedy moja nowa koleżanka weszla na klatkę, zaczęłam powoli się za nią skaradać. Słyszałam jak otwierają się drzwi od domu na trzecim piętrze. Potem na chwilę zapadła cisza, którą przerwał męski krzyk, wrask Kaśki, a na końcu jej płacz. Przestraszyłam się i wybiegłam na podwórko. Chciałam pomóc Kasi, ale przecież nie mogłam tak po prostu wejść do jej domu i wrzasnąć: „Zostaw ją, ty łajdaku!”, bo jak bym wtedy wyglądała? I czy mnie by nikt nic nie zrobił. Więc nie wróciłam na tą klatkę. Ale obiecałam sobie, że zapytam Kaśkę co się stało jużnastępnego dnia rano. Tyko, że ona nie przyszła do szkoły. Przez kolejny tydzień też jej nie widziałam.
W końcu nie wytrzymałam tego napięcia. Zebrałam się w sobie i w piątek po szkole poszłam prosto do domu Kaśki. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że czeka mnie tam zupełnie co innego, niż się spodziewałam…

(Następny rozdział opowiadania już wkrótce…!)

Postanowiłam

1 komentarz

Że nie będę marnować tego jakże mi miłego adresu bloga. Ale nie mam również zamiaru pisać tu o swoim życiu.
Wymyśliłam, że na tym blogu będę pisać opowiadanie. Nie wiem ile to zajmie, może nawet nie będzie miało końca. I to właśnie mi się podoba: nigdy nie będzie wiadomo, co się wydaży.
Więc zachęcam do czytania, a pierwszy rozdział już za parę godzinek (minut?)…


  • RSS